OBSERWATORIUM NIENAWIśCI - WIDZIMY. MONITORUJEMY. REAGUJEMY.

Wyniki monitoringu relacji mediów na temat kradzieży znaku Placu „Wolnej Ukrainy” w Gdyni (18-31 marca 2026)

Historia sporu o nazwę placu w polskiej Gdyni rozpoczęła się już w kwietniu 2022 roku, kiedy władze miasta postanowiły symbolicznie przemianować dawny Plac Zawiszy na Plac Wolnej Ukrainy. Ten gest solidarności z narodem ukraińskim szybko stał się celem systematycznych prowokacji, które trwają od lat. Najpierw w grudniu 2024 roku nieznani sprawcy po raz pierwszy zniszczyli słup i ukradli tablicę, a kiedy miasto w końcu postawiło nową we wrześniu 2025 roku, doszło do kolejnego incydentu. Lokalny antyukraiński aktywista i streamer Piotr N., znany również w sieci jako John (Nazar) Malkowicz, samowolnie „przemianował” to miejsce, naklejając na oficjalną nazwę napis „Bohaterów Gdyni”. Swoje zachowanie sfilmował i opublikował w platformach społecznościowych, co pozwoliło policji szybko ustalić jego tożsamość i wszcząć postępowanie w sprawie naruszenia porządku publicznego. Już w listopadzie 2025 r. postawiono mu zarzuty groźby, propagandy przemocy, nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, a także propagandy symboli popierających rosyjską agresję przeciwko Ukrainie.

Zdjęcie z marcowej kradzieży tablicy. Źródło: Komenda Miejska Policji w Gdyni

Jednak na tym konflikt się nie zakończył, a już w marcu 2026 roku sytuacja przybrała jeszcze bardziej radykalny obrót. Nieznani wandale po raz kolejny ukradli nie tylko tabliczkę, ale cały metalowy słupek z napisem. Konsul Ukrainy w Gdańsku, Oleh Vysochan, podkreślił, że jest to już czwarty podobny przypadek w ciągu ostatnich dwóch lat, a placówka traktuje takie działania nie jako zwykłe chuligaństwo, ale jako celową prowokację wymierzoną w przyjaźń polsko-ukraińską. Pomimo ciągłych ataków, władze Gdyni za każdym razem na własny koszt odnawiają tablicę pamiątkową, pokazując niezmienność swojego stanowiska, podczas gdy policja kontynuuje poszukiwania sprawców w przestrzeni publicznej.


Tym razem sprawa nie została nagłośniona nawet na poziomie lokalnym w polskich mediach; informacje o zdarzeniu i poszukiwaniach sprawców krążą głównie na platformach społecznościowych (1).


W Ukrainie wiadomość ta zyskała szeroki rozgłos, ponieważ lokalna publiczność jest wrażliwa na kwestie bezpieczeństwa swoich współobywateli. Większość ukraińskich mediów, które piszą o tym incydencie, powołuje się na państwową agencję informacyjną „Ukrinform” oraz oficjalne oświadczenia Konsulatu Ukrainy w Gdańsku. "Ukrinform" oznaczył ten materiał jako „Ekskluzywny”. Niektóre media (na przykład sieć lokalnych mediów internetowych „Raion.in.ua” czy lewicowo-liberalne media „Hromadske”) odwołują się do stron ukraińskich grup w Instagramie (typicalgdansk_ua_). Wyjątkiem jest lokalne lwowskie medium Daily Lviv, które odwołuje się do InPoland.

W słownictwie stosowanym przez ukraińskich dziennikarzy w wiadomościach dotyczących kradzieży tablicy dominuje narracja o „wandalizmie” i „chuligaństwie”. W większości przypadków sprawców określa się mianem „nieznanych”, jednak w kontekście ogólnym ich działania są przedstawiane jako świadome działania antyukraińskie. Ciekawym wyjątkiem jest lokalne lwowskie medium Varta1, które w swoim materiale unika słowa „wandale”, pozostawiając jedynie określenie „nieznani”. Prawie wszystkie przeanalizowane ukraińskie media wspominają o szerszym kontekście i systematyczności (pisząc o już czwartym przypadku uszkodzenia lub wandalizmu tablicy w Gdyni).

Serwis „Europejska Prawda” dodaje na końcu artykułu informacje o innych aktach wandalizmu w Polsce (np. przy pomniku Armii Krajowej w Szczecinie czy zbezczeszczeniu pomnika ofiar tragedii wołyńskiej), co może skłonić czytelnika do porównania kradzieży tablicy z aktami zbezczeszczenia historycznych pomników. Warto jednak zauważyć, że oba przytoczone przykłady dotyczą polskich pomników, na których wandale nanosili ukraińskie symbole, o czym nie wspomniano w tekście. Przedstawienie tej wiadomości w takim kontekście zrównuje zatem te wydarzenia w świadomości czytelników, utrwalając w nich przekaz „Polska = zagrożenie”. W ten sposób media nieświadomie odzwierciedlają podobną rosyjską propagandową narrację o „zagrożeniu ze strony Ukraińców w Polsce”, przyczyniając się do dalszego napięcia i kultywując poczucie wzajemnej nieufności.

Jednocześnie ukraińskie media podkreślają konstruktywną rolę polskich władz (odnowienie tabliczek na koszt urzędu miasta po wcześniejszych przypadkach zniszczenia) oraz profesjonalne działania policji, które pomagają uniknąć oskarżeń pod adresem całego polskiego społeczeństwa. Reakcja strony polskiej jest przedstawiana wyłącznie poprzez słowa wdzięczności ukraińskiego konsula w Gdańsku, Oleha Vysochyna, skierowane do Polaków – a nie poprzez bezpośrednie cytaty czy komentarze.


Jeśli chodzi o odpowiedzialność, relacje medialne nie skupiają się na „poszukiwaniu winnych”, a sam incydent jest przedstawiany nie jako przypadek, ale jako „prowokacja” i pomimo wysiłków prowokatorów, incydent ten nie powinien wpłynąć na szerszy kontekst stosunków ukraińsko-polskich.

Projekt finansowany jest przez Komisję Europejską w ramach Programu Równych Praw realizowanego ze środków programu CERV finansowanego ze środków Komisji Europejskiej w ramach programu „Obywatele, Równość, Prawa i Wartości” na lata 2021 – 2027

Finansowane przez Unię Europejską. Przedstawione poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora (autorów) i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy Unii Europejskiej lub Operatora – Fundacji im. Stefana Batorego. Ani Unia Europejska, ani Operator nie mogą ponosić za nie odpowiedzialności.
Made on
Tilda