OBSERWATORIUM NIENAWIśCI - WIDZIMY. MONITORUJEMY. REAGUJEMY.
Relacjonowanie ataku na 20-letniego Ukraińca w Radomiu (13-27 maja 2026)
Niedługo po głośnym ataku na ukraińskich nastolatków na Moście Świętokrzyskim w Warszawie, w województwie mazowieckim odnotowano kolejny atak na obywatela Ukrainy. Incydent miał miejsce wieczorem 8 maja 2026 roku w centrum Radomia. Grupa czterech polskich mężczyzn zaczepiła na ulicy 20-letniego Ukraińca, początkowo zwracając się do niego z banalną prośbą o papierosa. Jednak po usłyszeniu obcego akcentu chłopaka napastnicy natychmiast zmienili zachowanie, co stało się bezpośrednim impulsem do dalszej agresji. Zaczęli domagać się od niego śpiewania polskiej piosenki, a gdy z powodu nieznajomości języka zaczął mylić słowa, przeszli do obelg, używając wulgarnego języka i poniżając go ze względu na narodowość. Przemoc słowna szybko przerodziła się w przemoc fizyczną, połączoną z próbą kradzieży. W wyniku ataku młody Ukrainiec odniósł poważne obrażenia ciała, w tym silne zwichnięcie barku, a także liczne otarcia i siniaki na głowie oraz twarzy.
Analiza polskiej przestrzeni medialnej wskazuje, że RMF24 podszedł do tematu w sposób maksymalnie profesjonalny, unikając tabloidowej sensacyjności. Materiały TVN24.Warszawa i o2.pl wahały się od krótkich doniesień po rozbudowane materiały analityczne, szczegółowo rekonstruujące prawne i medyczne aspekty sprawy.
W publikacjach wyraźnie rozgraniczono role: ofiarę określano wyłącznie neutralnymi i prawnymi terminami, takimi jak „młody Ukrainiec”, „obywatel Ukrainy” czy „pokrzywdzony”. Natomiast sprawców oznaczano poprzez kryteria wiekowe („38-latek”, „22-letni mieszkaniec przedmieść Radomia”), a także określeniami „agresorzy” i „napastnicy”. Żadna ze stron konfliktu nie otrzymała przestrzeni do usprawiedliwiania swoich działań, jednak prasa szczegółowo przedstawiła linię obrony oskarżonych.
Szczególną cechą tego przypadku jest pełny konsensus między organami ścigania a mediami: przedstawiciele władz, w tym szef prokuratury Radom-Wschód Cezary Ołtaszewski, od razu jednoznacznie wskazali na etniczne podłoże przestępstwa. Napastnikom grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.
Sam przypadek uwidacznia głębokie bariery językowe, z którymi mierzą się migranci. Sam fakt, że „niepoprawny akcent” stał się impulsem do przemocy, sprawia, że społeczność cudzoziemców odczuwa lęk przed używaniem własnego lub nieperfekcyjnego języka polskiego w przestrzeni publicznej. Ponadto decyzja sądu o pozostawieniu jednego ze sprawców pod zwykłym dozorem policyjnym ze względu na jego współpracę ze śledztwem może być odbierana przez poszkodowanych jako niewystarczająca, ponieważ powrót sprawcy na ulice średniej wielkości miasta podsyca strach przed zemstą i zniechęca inne ofiary do zgłaszania przestępstw.
Pomimo tych wyzwań jednoznaczne potępienie ksenofobii w polskich mediach pokazuje, że mimo pojedynczych radykalnych incydentów system społeczny i prawny w Polsce wykazuje zerową tolerancję wobec przestępstw motywowanych nienawiścią etniczną lub narodowościową i jest gotów zdecydowanie chronić prawa mniejszości.
Jak ukraińskie media relacjonowały atak w Radomiu
Ogólny charakter relacjonowania ataku na młodego Ukraińca w Radomiu w ukraińskich mediach był typowy dla tego rodzaju incydentów — reaktywny, nieco opóźniony i oparty na ograniczonym poziomie szczegółowości. W analizowanej próbie znalazło się 12 materiałów, które wszystkie opierały się wyłącznie na informacjach z dwóch polskich mediów — RMF24 і TVN24. Informacje z RMF24 wykorzystywały duże komercyjne kanały telewizyjne (24 Kanal, TSN). Podczas gdy na TVN24 powoływały się media z „białej listy” dobrych mediów ukraińskiego Instytutu Monitorowania Mediów oraz platformy analityczne (Hromadske, ZN.ua, Zmina). Portale regionalne (Volyn 24, Halytskyi korespondent) poszły jeszcze dalej w łańcuchu dystrybucji, przedrukowując materiały już z ukraińskich mediów (ТSN, Slovo i Dilo), bez żadnej nowości, dodatkowych szczegółów ani wartości dodanej. W rezultacie podstawę obrazu informacyjnego zdarzenia stanowiły w praktyce wyłącznie komentarze polskiej prokuratury, transmitowane przez polskie media.
Głównym semantycznym jądrem wszystkich nagłówków stał się szczegół „nie potrafił zaśpiewać polskiej piosenki” — obraz jednocześnie oddający absurd i brutalność zdarzenia, a także zwiększający jego potencjał wirusowy. Jest to rzadki przypadek, w którym wszystkie media, od tabloidów po tytuły jakościowe, koncentrują się na tym samym detalu. Różnice tonalne między redakcjami widoczne są przede wszystkim w obecności lub braku słowa „brutalnie” w połączeniu z czasownikiem „pobili” w nagłówkach (24 Kanal, TSN — tak; Hromadske, ZN.ua, Zmina — nie). Tylko ZN.ua wprost wskazuje w nagłówku, że napastnikami byli „Polacy”; pozostałe media albo unikają odniesienia do narodowości sprawców, albo umieszczają je wyłącznie w treści.
Jedynie cztery z dwunastu redakcji (24 Kanal, TSN, Slovo i Dilo, Zmina) dodały choćby minimalny kontekst — głównie w formie sekcji „przypomnienie”. Na przykład TSN łączy atak w Radomiu z przypadkiem pobicia ukraińskich nastolatków 7 maja w Warszawie na Moście Świętokrzyskim, pokazując serię incydentów w maju. Żadne z mediów nie przeprowadziło samodzielnej kwalifikacji dziennikarskiej zdarzenia jako przestępstwa z nienawiści — we wszystkich materiałach jest ono przedstawiane wyłącznie jako cytat polskiej prokuratury, bez redakcyjnej oceny.
Wszystkie materiały opierają się na oficjalnych źródłach polskich — głównie rzecznikach prokuratury, Anecie Godź oraz Cezarym Ołtaszewskim, kierowniku prokuratury w Radomiu. Jednak żadna z 12 publikacji nie zawiera komentarzy ze strony ukraińskiego konsulatu, MSZ ani innych oficjalnych instytucji Ukrainy. W przeciwieństwie do reakcji na atak na Moście Świętokrzyskim 7 maja, w tym przypadku nie odnotowano oficjalnej reakcji Ambasady Ukrainy w Polsce, w tym na Facebooku. Analizowane ukraińskie media również nie pozyskiwały komentarzy dotyczących ataku w Radomiu i nie prezentowały stanowiska ukraińskich dyplomatów, ograniczając się do wypowiedzi polskich urzędników. Stanowi to kontrast wobec innych przypadków, gdzie media diasporyczne i część tytułów jakościowych cytowały ambasadora Ukrainy i przedstawiały praktyczne informacje. Brak komentarzy organizacji praw człowieka jest szczególnie widoczny w mediach o takim profilu, w tym Zmina.
Całościowo relacjonowanie charakteryzuje się informacyjną ubogością: odbiorca otrzymuje podstawowe fakty i oficjalną reakcję strony polskiej, ale pozbawiony jest szerszego kontekstu, a także głosu osób poszkodowanych.